Edukacja i samokontrola podstawą zaufania do suplementów diety

Ł.W.: Przedmiotem wielu dyskusji i kontrowersji jest jakość suplementów diety. Brak zaufania do tej grupy produktów potęgują kontrole takich instytucji, jak Najwyższa Izba Kontroli czy Narodowy Instytut Leków. Czy rzeczywiście możemy mówić o złej jakości suplementów diety?

J.U.: W kontekście oceny jakości suplementów diety, tak jak w kontekście każdej innej branży na wolnym rynku, możemy mówić o produktach wprowadzonych do obrotu zgodnie z przepisami albo nie. W ogóle należy zacząć od postawienia pytania, co się rozumie pod pojęciem „jakości”. Jako prawnik powiem, że jakość handlowa to cechy artykułu rolno-spożywczego dotyczące jego właściwości organoleptycznych, fizykochemicznych i mikrobiologicznych w zakresie technologii produkcji, wielkości lub masy oraz wymagania wynikające ze sposobu produkcji, opakowania, prezentacji i oznakowania, nieobjęte wymaganiami sanitarnymi, weterynaryjnymi lub fitosanitarnymi, bo to wynika z art. 3 Ustawy z dnia 21 grudnia 2000 r. o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych. Pojęcie to można zestawić z tzw. artykułem zafałszowanym, czyli produktem, którego skład jest niezgodny z przepisami dotyczącymi jakości handlowej, w którym zostały wprowadzone zmiany (np. oznakowania), mające na celu ukrycie jego rzeczywistego składu lub innych właściwości, jeżeli niezgodności te lub zmiany w istotny sposób naruszają interesy konsumentów, np. wprowadzają w błąd co do rzeczywistych cech produktu.

Wprowadzane do obrotu artykuły rolno-spożywcze powinny spełniać wymagania w zakresie jakości handlowej. Jednak ustawa dotycząca jakości artykułów rolno-spożywczych czy ustawa o bezpieczeństwie żywności to nie jedyne dokumenty wyznaczające standardy dla suplementów diety – jest ich cały szereg, w szczególności ustalany na poziomie unijnym.

Pojawia się także pytanie, czy zła jakość to błędne oznaczenie produktów, takie, które wprowadza lub może wprowadzać w błąd, bo głównie takimi kwestiami zajmuje się także Prezes UOKiK, np. na podstawie ustawy o ochronie konkurencji czy konsumentów, ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Zakazy dotyczące niewprowadzania w błąd wynikają także z prawa unijnego.

Gdy słyszymy o głośnych czy medialnych kontrolach producentów suplementów diety, to zazwyczaj mówi się o wątpliwych działaniach reklamowych, nie zaś o jakości produktów, chociaż i takie przypadki – np. wykrycia w suplementach diety np. pleśni, grzybów czy salmonelli – się zdarzają, a wtedy konieczne jest wycofanie takich produktów z rynku dla bezpieczeństwa konsumentów. W przypadku suplementów diety są to jednak sytuacje rzadkie, częściej dotyczą zupełnie innych kategorii żywności. Podobne sytuacje zdarzają się również w produktach leczniczych, kiedy to mamy do czynienia z wycofaniem produktów przez GIF.

Co ważne, za produkt odpowiada przede wszystkim producent. Zgodnie z art. 14 Rozporządzenia 178/2002 mamy wyszczególnione konkretne wymogi w zakresie bezpieczeństwa żywności. Określenie „zła jakość” konkretyzuje się w świetle poszczególnych przepisów i powinniśmy mieć to na uwadze, że żaden niebezpieczny środek spożywczy nie może być wprowadzany na rynek. Kiedy producent podejmuje decyzję, czy środek jest niebezpieczny, to powinien wziąć pod uwagę zarówno zwykłe warunki korzystania z żywności oraz wykorzystywania jej na każdym etapie produkcji, przetwarzania i dystrybucji, jak i informacje przeznaczone dla konsumenta, w tym na etykiecie, oraz inne informacje – np. dotyczące unikania konkretnych substancji. Dodatkowo uwzględnia się nie tylko natychmiastowe, ale i długofalowe skutki tej żywności – nie tylko dla zdrowia spożywającej jej osoby, ale także dla następnych pokoleń, ewentualne skutki skumulowania toksyczności, szczególną wrażliwość zdrowotną określonej kategorii konsumentów. Dlatego wprowadzenie samoregulacji, wewnętrznych standardów ponad wymagania przepisami prawa stanowi pierwszoplanową rolę przedsiębiorstwa w pilnowaniu samego siebie. Organy kontrolują raczej to, czy przedsiębiorca sam siebie dobrze pilnuje, reagują (mają reagować) w sytuacjach ostatecznych. Weryfikują, czy narzucone wewnętrzne standardy są rzeczywiście realizowane. Kluczowa jest odpowiedzialność producenta za swój produkt.

Zatem posiadanie systemów jakości i ich kontrola są po prostu „must have”, by móc właściwie stosować przepisy i ich przestrzegać.

Ł.W.: Czy istnieje jakiś nadzór nad jakością suplementów diety w ogóle?

J.U.: Oczywiście. Za sprawowanie kontroli na rynku spożywczym odpowiedzialne są organy, w szczególności organy inspekcji sanitarnej (na czele z Głównym Inspektoratem Sanitarnym), ale i inspekcji handlowej w pewnym zakresie, a w końcu Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Sprawują one kontrolę nad suplementami diety i przestrzeganiem przepisów regulujących tę branżę.

Podmiotem odpowiedzialnym za dostarczanie informacji na temat żywności jest podmiot, który pod swoją nazwą lub firmą wprowadza do obrotu dany środek spożywczy. Za jakość handlową produktu odpowiada zarówno ten podmiot, który jest wskazany w oznakowaniu, jak i ten, który produkuje środek spożywczy. Częścią jakości handlowej jest także jakość znakowania czy w końcu komunikacji i reklamy. Ten obszar kontroluje często Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Co ważne, rynek jest bardzo duży, prowadzone kontrole dotyczą zaledwie części rynku, a same postępowania mogą trwać nierzadko – jak wykazała kontrola NIK – nawet kilka lat. Nie chodzi także o to, aby prowadzić kontrole każdego i wszystkiego, bo to do niczego nie prowadzi. Przedsiębiorcy wiedzą bowiem, że uczciwe prowadzenie biznesu służy samemu biznesowi i dlatego właśnie badają, czy kontrolują się sami.

Na szczęście coraz większa liczba producentów komunikuje prowadzenie systematycznych, własnych badań – chcielibyśmy, żeby to był standard. Na pewno pomogłoby to samej kategorii.

Co szalenie istotne, ewentualne naruszenia wprowadzania do obrotu czy produkcji podlegają także przepisom prawa karnego.

Ł.W.: Czy w Pani ocenie obowiązujące rozwiązania prawne są wystarczające? Czy na rynku suplementów diety można mówić o chaosie w tym zakresie?

J.U.: Na pewno na rynku jest bardzo wiele regulacji, które czasem utrudniają orientację – niektóre są niezwykle szczegółowe i komplikujące wykonywanie obowiązków, jakie spoczywają na zakładach. Do tego zmiany prawne regulujące branżę wprowadzane są bardzo często, przez co trzeba poświęcać dużo czasu i energii na ich bieżącą weryfikację. Wymagane są czujność i ciągłe dokształcanie, ale przestrzeganie tych przepisów jest możliwe. Jest wiele orzecznictwa, a do tego dochodzi praktyka organów. Ona często jest najbardziej skomplikowana. Zawiłość tematu i mnogość niuansów jest po prostu bardzo duża.

Cóż zatem możecie Państwo zrobić jako farmaceuci: zaufać producentom i ich odpowiedzialnemu podejściu do własnej produkcji, do konsumentów, do prawa. Na rynku jest wielu producentów, którzy doskonale się w tym orientują, stosują przepisy, a jeszcze dodatkowo wprowadzają ponadstandardowe wewnętrzne regulacje, by nadążyć za zmianami w nauce oraz oferować na rynku jeszcze lepsze, bezpieczniejsze i ciekawsze produkty.

Ł.W.: Niektórzy producenci suplementów diety budują swoją wiarygodność, przeprowadzając różne badania swoich produktów – często badania charakterystyczne dla leków. Jak ocenia Pani takie działania? Czy np. badanie kliniczne dotyczące skuteczności stosowania suplementu diety może cokolwiek powiedzieć o jego jakości, skoro nadzór nad jego produkcją nie jest taki, jak w przypadku leków?

J.U.: Trzeba nadmienić, że pod słowem „badania” kryje się ich różne rozumienie. Możemy mówić o badaniach klinicznych, badaniach naukowych, badaniach jakościowych, badaniach marketingowych czy innych. Prowadzenie szczegółowych badań każdej partii własnych produktów to wysoki standard branżowy i mam nadzieję, że nastąpi dzień, w którym wszystkie firmy będą je wykonywać.

Niektóre badania służą potwierdzeniu i wykazaniu bezpieczeństwa, jakości i skuteczności danego produktu. To nie tylko budowanie wiarygodności na zewnątrz, ale też wewnątrz organizacji, w zespole – wiemy, co dokładnie wprowadzamy na rynek i jesteśmy gotowi za to ręczyć. Odpowiadamy za produkt, także za jego znakowanie i komunikację.

Odrębną kwestią są badania kliniczne w tej branży. Te są prawnie zarezerwowane dla produktów leczniczych czy wyrobów medycznych. W kontekście żywności mówimy o badaniach z wykorzystaniem żywności, badaniach naukowych czy badaniach interwencji żywieniowej – np. dla żywności specjalnego przeznaczenia medycznego. Inną sprawą jest to, że takie badania także są bardzo szczegółowe i realizowane na niezwykle wysokim poziomie, tj. przy zastosowaniu metod badania klinicznego, prowadzonego przez lekarzy. Jednak na podstawie takich badań – które chociaż są prowadzone według niemal identycznych standardów, to nie spełniają przepisów dotyczących badań klinicznych – nie dokonamy np. rejestracji preparatu jako produktu leczniczego. Nie zmienia to faktu, że takie badania mogą wykazać, że dana żywność posiada konkretną substancję w konkretnej ilości i wykazuje określone właściwości. Jest to praktyka spotykana na rynku i należy ocenić ją pozytywnie.